Island Clouds

piątek, 18 lipca 2014

Od Niislesi



Leciałam wysoko ponad górami, spoglądając na majestatyczne stoki rozciągające się pod moimi skrzydłami. Wiatr był silny, dzięki czemu mogłam szybować bez zużywania energii. Oddychałam głęboko, rozkoszując się rześkim powietrzem z północy. Mogłabym tak lecieć w nieskończoność, krążąc wokół jednego szczytu, ale musiałam obrać konkretny kurs. Naitherell - mój jeździec - poprosiła mnie o pomoc. Podobno chodziło o coś ważnego. Nie mogłam odmówić. Wybrałam ją ze względu na szacunek, jakim darzyłam całą jej rodzinę. Jako nieliczni próbowali zrozumieć smoczą naturę. Potrząsnęłam łbem i skręciłam, lecąc tym razem pod wiatr. Z cichym powarkiwaniem zaczęłam uderzać wiatr skrzydłami, by nie dać się zdmuchnąć. Szybko trafiłam do celu i wylądowałam ciężko na polanie nieopodal domu Naitherell, od czego drzewa zachwiały się mimo swych korzeni. Obwieściłam moje przybycie donośnym rykiem i spojrzałam na kobietę stojąca nieopodal. Mruknęłam nosowo. 
- Czemuż to mnie wezwałaś? - zapytałam, okazując otwarcie niezadowolenie. 
- Muszę zapolować. Trzeba uzupełnić zapasy. 
- Na litość boską! - ryknęłam. - Do TEGO jestem ci potrzebna?! 
- Nie narzekaj. Wiesz, że poluję cztery razy do roku. Są to poważne polowania. 
- Cztery razy do roku - parsknęłam, a z moich nozdrzy uleciało nieco chłodnej pary. - Wiesz, że lata smoków biegną inaczej. 
- No już, chodź. W zamian za to nie będę cię siodłać. 
- No dobra - mruknęłam i pozwoliłam Naitherell wejść na mój grzbiet. 
Wystartowałam z niesamowitą siłą, prując powietrze w stronę lasu. Nagle wyczułam obcą woń. 
- Tu jest jakiś inny smok. Nie znam gada. 
Zmrużyłam oczy i wypatrywałam obcego. 

Od Szczerbatka:


Lecieliśmy ponad chmurami.Czkawka cały czas się rozglądał,jakby czegoś szukał.
-Szczerbek,zniżamy lot.-Powiedział.
Wylecieliśmy z chmur.Poczułem silny zapach innego smoka,musiał gdzieś tu być.Zobaczyłem sylwetkę smoka,a raczej smoczycy.Dałem znak Czkawce.
-Poleć tam,od miesiąca nie widziałem żadnego innego smoka.
-Już lecę.
Zobaczyłem smoczycę a na jej grzbiecie człowieka.
-Podleć bliżej.
-Cześć,jestem Czkawka a to mój smok,Szczerbatek.Jak sie nazywacie?



Od Black Princess (do Niislesi i Szczerbatka) 


Leciałam ponad wzgórzami w kierunku ośnieżonego szczytu. Nie wiem po co. Chyba po prostu było zbyt gorąco. Pod sobą miałam chmury. Zanurkowałam przecinając je skrzydłami. Taaak, błoga sielanka, szkoda że upalne. Skupiłam się i nade mną powstała czarna mgła. W przestworzach raczej nie mogła niczego zniszczyć... po prostu prawie nic tu nie było. Dużo łatwiej jest zionąć mgłą niż ją tworzyć ot tak w powietrzu. Chwilę później już jej nie było. Żadnego cienia. Nawet przez chmurki przedzierało się słońce. Zniżyłam lot w nadziei że tam będzie go mniej. Jasne, chmurki. Z ziemi pewnie prawie niewidoczne, żadnego cienia nie dawały. Za to zobaczyłam jakieś dwa smoki. Starałam się lecieć tak żeby mnie nie zauważyli, ale po chwili podleciałam. 
-Cześć, znacie jakieś chłodne miejsca? - Smoki były chyba zdziwione, oboje miały jeźdźców. Powinnam je za to co najmniej zaatakować. Zdrajcy. No ale cóż, ten upał był nieznośny. 


Od Szczerbatka:

-Co tu robisz?-Zapytałem.-Iiiii...Gdzie twój jeździec?Jestem Szczerbatek.
Zasypałem smoczyce pytaniami.Byłem bardzo ciekawy gdzie jej jeździec,co tu robi,jak się nazywa,czy szuka jeździca,który oddalił się od niej.
-Szczerbek,odlec kawałek.Może nam cos zrobić.To jest dziki smok.
Wzleciałem troche wyżej,ale dalej czekałem co odpowie smoczyca,wyglądała na zamyśloną.
-Przygotuj plazmę!-Powiedział Czkawka,jako posłuszny smok,musiałem zrobic to co kazał.
Black Princess?



Od Niislesi (Do Szczerbatka i Black Princess) 

- Spokojnie, mała. - Naitherell poklepała mnie po szyi, dostrzegając moje zaniepokojenie zbyt bliską obecnością innego smoka. 
- Nie jestem mała - mruknęłam z dezaprobatą, ale posłuchałam jej słów i wyrównałam lot. 
Nieznajomi zbliżyli się na niebezpiecznie małą odległość, na co odruchowo wierzgnęłam. Gad spojrzał na mnie, zaciekawiony tą reakcją. Prychnęłam, wypuszczając z nozdrzy mały kłębek pary. 
- Cześć, jestem Czkawka a to mój smok, Szczerbatek. Jak się nazywacie? - przedstawili się obcy. 
- Nazywam się Naitherell, a ta srebrna bestyjka to Niislesi - rzuciła radośnie dziewczyna z mojego grzbietu. - Niezłego masz smoka! - pochwaliła Szczerbatka. 
- Przecież to młodzik - parsknęłam, wypuszczając w powietrze kolejny lodowaty obłoczek. 
- Dzięki... ale twoja smoczyca chyba nie podziela tej opinii - powiedział jeździec, zerkając w moją stronę. 
- Oj tam! Podziela, tylko coś ją dzisiaj ugryzło. Nie lubi, kiedy ktoś jej dosiada - wyznała Naitherell z niekrytym żalem. 
- Jak to? To ona nie jest oswojona? - zapytał chłopak, a jego twarz wyrażała zdumienie. 
- Nie i nie zamierzam być! - zawołałam z nutą protestu w głosie. - Jestem na to za stara - marudziłam. 
- Jak widzisz, uparte z niej gadzisko - wyjęczała dziewczyna. - Zazdroszczę ci! Oswoiłeś Nocną Furię! - krzyknęła z podziwem. 
- No tak... wiesz, w sumie ze Szczerbatkiem to całkiem zabawna historia... 
- Więc to jest ta słynna Nocna Furia? Mała trochę... - wtrąciłam, mierząc smoka wzrokiem. 
Szczerbatek zrobił wielkie, smutne oczy, po czym warknął na mnie i kłapnął mi zębami tuż obok głowy. Ryknęłam i odleciałam w bok. 
- Hej! Spokój! - nakazał jeździec swojemu smokowi, poruszając stopami w strzemionach. 
- Co to miało być?! - wrzasnęła na mnie Naitherell i kopnęła mnie w bok. - Nie możesz chociaż raz zrobić tego, o co cię proszę?! 
- Nie znacie się na żartach - mruknęłam, ponownie podlatując do Szczerbatka. - Wyluzuj, młody. Ty jesteś mniejszy, a ja cięższa i powooolna - przeciągnęłam ostatnie słowo, oddając moją leniwą naturę. - Mogłabym latać szybciej, ale mi się nie chce. Poza tym, ciebie raczej nie prześcignę. 
Smok rozweselił się, a ja odetchnęłam z ulgą. Nie chciałam nikogo urazić, ale czasami miałam zbyt długi jęzor. 
- Wracając do tematu... czy mógłbyś opowiedzieć mi tę historię? - zapytała dziewczyna z nadzieją w głosie. 
- No wiesz... jest dosyć długa i skomplikowana... - zawahał się Czkawka. 
- Mamy dużo czasu. Prawda, Niislesi? 
- A czy przypadkiem nie miałaś polo... - Chciałam powiedzieć, ale dostałam kolejnego, dyskretnego kopniaka pod skrzydło. - Ekhm, tak. Mamy mnóóóstwo czasu. 
- No dobrze, opowiem. Może wylądujemy? - zaproponował chłopak. 
Już szykowałam się do zniżenia lotu, gdy ciemnoniebieski smok zaczął węszyć wkoło, stawiając czujnie uszy. Ja również coś poczułam. Nie zdążyliśmy jednak ostrzec ludzi, gdy obok nas zjawiła się czarna smoczyca. Biło od niej jakąś mroczną energią, a jej oczy nie wyjawiały przyjaznych zamiarów. 
- Cześć, znacie jakieś chłodne miejsca? - zapytała. 
Z rykiem wyrzuciłam grzbiet w tył, by odsunąć Naitherell od pyska wrogiego gada. Szczerbatek, w przeciwieństwie do mnie, zaczął zadawać jej przyjazne pytania. Na szczęście jego jeździec dostrzegł to co ja i zmusił go do podobnej reakcji. Jedynie Naitherell nie wydawała się byc specjalnie zachwycona takim obrotem spraw. 
- Bestio nieczysta! Moce masz z samej otchłani, a zamiary z samego piekła pochodzą! Czego tu szukasz? - przemówiłam, energicznie wymachując skrzydłami. 
- USPOKÓJ SIĘ! - dziewczyna szarpała mnie za szyję. - Ona tylko się przywitała! 
Zignorowałam ją i nadal warczałam na obcą. Szczerbatek spoglądał to na nią, to na mnie z widoczną niepewnością. Zapewne teraz miał ochotę zabrać swojego jeźdźca jak najdalej od wroga ludzi, ale nie mógł robić wszystkiego po swojemu. A ja? Chciałam odlecieć, ale ucieczka nie stanowiła dla mnie priorytetu. 
- To już nie pomagacie braciom i siostrom? - mruknęła nieznajoma. - Rozczarowujące... 
- Nie pomagam istotom bezmyślnie atakującym rasę ludzką lub jakąkolwiek inną - wyjaśniłam zaskakująco spokojnym tonem. 
- Ej, Niislesi... - zaczął ostrożnie Czkawka. - Ona nas nie atakuje... 
Odwróciłam łeb, by spojrzeć na chłopaka. Dostrzegłam w jego oczach coś w rodzaju ciekawości. 
- Nie atakuje, bo gorąc ją osłabił - powiedziałam, nawiązując z nim kontakt wzrokowy. Nie ustawał w swych zamiarach. 
- Nie przekonamy się o jej zamiarach, dopóki nie udzielimy jej pomocy - dodała Naitherell, dotykając mojego karku. - No dalej. Przecież umiesz. 
- Jak chcecie - westchnęłam. - Żeby tylko nie było na mnie, jeśli się na was rzuci. - Posłałam Szczerbatkowi ostrzegawcze spojrzenie. Wolałam, żeby miał się na baczności. Nie wiedzieliśmy, jak zareaguje smoczyca. 
Wciągnęłam powietrze, odginając szyję w tył. Nieznajoma drgnęła, kojarząc to z zionięciem. 
- Zamierzasz użyć na mnie zdolności? - syknęła z cieniem groźby. 
- Tak, zamierza, dlatego ty też jej użyj, by zneutralizować szkodliwe działanie mgły! - krzyknęła pospiesznie Naitherell. 
- Co? - zdziwiła się smoczyca, ale w tym samym momencie otworzyłam pysk, celując strumień wydychanego powietrza prosto na nią. 
Na szczęście, obca odruchowo zionęła we mnie czarnym obłokiem. Ciemna mgła starła się z moją, bladą i lodowatą, mrożącą krew i emocje. Dwie niszczycielskie moce pochłaniały się wzajemnie przez kilka sekund, a potem coś brzęknęło i z chmury stworzonej z mocy wyleciał wiatr chłodniejszy od zimowego, wymieszany z lotnym cieniem. Strumień ogarnął całą naszą trójkę. 
- Zimno... - zauważył chłopak, pocierając sobie ramię. 
- Chcieliście coś chłodnego, to macie coś chłodnego - mruknęłam bez entuzjazmu, obserwując otrzepującego się z mgiełki Szczerbatka. - I jak, smoczyco? Lepiej? 
Oczekiwałam na jej następny ruch, przygotowana do obrony jeźdźców w razie konieczności. Nie powinno się osądzać nikogo po pozorach, ale ostrożności też nigdy za wiele.




Od Black Princess (do Niislesi i Szczerbatka) 

Przyjemny chłodek. Od razu poczułam się lepiej. Przyjrzałam się lepiej jeźdźcom no i smokom. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych w stosunku do dzikiego smoka, takiego jak ja. Jedynie ta biała była tak jakby... dzika. Niislesi tak? Czemu pozwoliła się dosiąść? To mnie zastanawiało. Obejrzałam się na Szczerbatka. -Nie mam jeźdźca - odpowiedziałam na jego pytanie. Szykował coś w rodzaju chyba plazmy na wszelki wypadek. - Ostrzegam, nie rzucaj tym we mnie. - Czarna mgła obroniła by mnie przed plazmą ale nie chciałam bójki z nowo poznanymi. Jeśli oni nie zaatakują mnie, to ja też nie zaatakuję ich, a bynajmniej jeszcze nie teraz. -Taak, o wiele lepiej - powiedziałam do Niislesi. Zerknęłam okiem na jej jeźdźca. Dziewczyna wydawała się niespokojna. -Czemu pozwalasz jej jeździć na tobie? - zapytałam wprost. 


Od Niislesi (do Black Princess i Szczerbatka) 

Spoglądałam na czarną smoczycę z niepokojem, jaki budziły we mnie wrogo nastawione istoty. Mimo to nie byłam już rozdrażniona. Zapewne czułabym się lepiej bez Naitherell na grzbiecie, wtedy nie musiałabym się dodatkowo martwić kruchym człowieczkiem, no ale cóż... musiałam sobie jakoś poradzić razem z nią. 
- Ona na mnie nie jeździ - mruknęłam ospale. - Ja tylko wyświadczam jej przysługę. 
- No właśnie, po co? - dopytywała nadal. - Jaki sens ma wożenie na grzbiecie czegoś tak słabego? 
- Hmm... - zadumałam przeciągle, myśląc nad logiczną odpowiedzią. - Owszem, ludzie są słabi. Nie zmienia to faktu, że w większej grupie są w stanie pochwycić i zabić smoka. Przy tym posiadają niezwykle rozbudowaną sferę uczuć. Nie taką jak my, ale bardzo podobną. 
- Pomaganie naszym zabójcom? To hańba - warknęła bestia, na co przewróciłam oczami. 
- Naturalnie nasi jeźdźcy NIE są zabójcami. Ja, zarówno jak Szczerbatek - wskazałam na niebieskiego smoka - jesteśmy wolnymi smokami. Obaj pomagamy osobom dobrym i sprawiedliwym, jest to nasz wolny wybór. Gdyby stali się mordercami smoków lub jakichkolwiek innych istot, odmówilibyśmy służby. Prawda, Szczerbatku? - rzuciłam, szukając potwierdzenia moich słów w wyrazie twarzy Czkawki i jego wierzchowca, na co pokiwali twierdząco głowami. 
- Nie zatrzymywałbym Szczerbatka, gdyby było mu ze mną źle - stanowczo oświadczył chłopak. 
- Ani ja nie usługiwałbym mordercy! - zaprotestował gad. 
- Skoro jesteście wolni, to polećcie gdzieś ze mną - cwanie zaproponowała Black. - Na przykład na stoki... 
Wymieniłam zdezorientowane spojrzenia z moim nowym kolegą. Oczywistym było, że latanie z dzikim smokiem po górach nie należało do bezpiecznych zajęć i nasi jeźdźcy znaleźliby się w obliczu poważnego zagrożenia. Nie mogliśmy na to przystać. Parsknęłam chłodnym obłoczkiem i ponownie przemówiłam: 
- Odmawiamy. Nie dlatego, że nam nie wolno. Dlatego, że dbamy o ludzi. Jest to nasza wspólna umowa. Oni troszczą się o nas, a my chronimy ich zdrowia - wyjaśniłam spokojnie. 
- Czyli jesteście ograniczeni! - zachichotała złośliwie smoczyca. 
- Zależy, co przez to rozumiesz. W życiu istnieje wiele barier, jakie jedni uważają za ograniczenie, a inni za okazję do rozwoju. Gdybyś miała smoczątka, zostawiłabyś je same w dzikich okolicach? Lub czy zabrałabyś je, nieumiejące jeszcze latać, na wyprawę po stromych stokach? Jesteś jeszcze młoda, ale myślę, że umiesz to sobie wyobrazić i nie zrobiłabyś tego, dla ich własnego dobra. Czy byłoby to twoim ograniczeniem? A może oznaką dojrzałości? Jak sądzisz? 



Od Szczerbatka:

-Ja z chęcią bym poleciał,jednak nie mogę.Nie potrafię latać sam,a dzięki mojemu jeźdźcu jest to możliwe.-Wyjaśniłem smoczycy.
-Jestes ograniczony?-Odpowiedziała.
-Może i tak,ale mi to nie przeszkadza.


Od Black Princess: 
Zaastanowiłam się chwilę, może i mieli częściowo rację. Nie zostawiłabym smocząt na pastwę losu. Otrząsnęłam się z myśli o tym. Spojrzałam jeszcze raz na szczerbatka zdziwiona tym że nie mże sam latać. Czemu? No ale cóż. W mojej głowie od razu narodził się plan awaryjny. Nie żebym planowała coś, ale tak mam. W końcu odpowiedziałam Niislesi. 
-Sądzę że opieka nad smoczątkami jest oznaką dojrzałości, ale to się nie tyczy ludzi. I nie myśl sobie że jestem bezwzględną zabójczynią. Nie zabijam ludzi którzy mi nie podpadli, zresztą wogóle staram sę ich nie zabijać, zazwyczaj. - wtem zorientowałam się że nie przedstawiłam się ani Szczerbatkowi, ani Niislesi. Gdzie moje maniery... - A tak wogóle to jestem Black Princess - uśmiechnełam się. 
-Gdzie wy lecicie? - zapytałam bo zboczyliśmy trochę i nie kierowaliśmy się już w stronę ładnego ośnieżonego szczytu. 
(Co wy na to? Niislesi, proszę nie pisz co robi mój smok.)



2 komentarze: